Po I wojnie światowej rozmaite ugrupowania polityczne zabiegały się o państwową przynależność Śląska. Byli to zwolennicy trzech opcji: polskiej, niemieckiej i śląskiej czyli zwolennicy powstania Republiki Górnośląskiej jako niepodległego państwa. Stronnictwa te prowadziły zawziętą walkę polityczną, ale przecież jak wiemy ostatecznie doszło do konfrontacji zbrojnej. Można się zastanawiać Jak to możliwe skoro formalnie nie było na Śląsku żadnej regularnej armii?
Praktycznie jednak od początku sporu o Śląsk zarówno Niemcy jak i Polacy gromadzili broń i organizowali konspiracyjne grupy bojowe. W myśl zarządzeń konferencji wersalskiej na spornym terenie nie mogło być regularnych wojsk stron konfliktu, ale przecież państwo Niemieckie, pomimo rewolucji funkcjonowało, istniała policja, ważne zakłady, takie jak huty czy kopalnie były zmilitaryzowane i posiadały własne straże jak byśmy je dziś nazwali „przemysłowe”. Broni na Śląsku było sporo.
Skierowaną na Górny Śląsk jeszcze w listopadzie 1918 r. niemiecką 117 dywizję piechoty przekształcono w Grenzschutz czyli straż ochrony granic, której postawiono za cel zapobieżenie próbom oderwania od Niemiec Śląska i pełnienie funkcji policyjnych.
Powstały w 1918 r. Związek Wojacki, który nie doczekawszy się wkroczenia na Górny Śląsk armii Hallera rozwiązał się i zasilił powstałą 19 lutego 1919 r. Polską Organizację Wojskową Górnego Śląska, która w ciągu pół roku istnienia osiągnęła liczebność 23 tys. ludzi. To bardzo duża liczba, ponad połowa całej przedrozbiorowej armii Rzeczpospolitej
Przeważającą większość zarówno polskiej POW Górnego Śląska, jak i niemieckiej Kampforganisation Oberschlesien czyli Organizacji Bojowej Górnego Śląska stanowili zdemobilizowani weterani z niemieckiej armii. Przeżyli oni piekło Verdun, czy ciężkie walki z Rosjanami na Wschodzie, gdzie nabyli żołnierskiego doświadczenia.
Co więc się stało, że wracający na Śląsk kombatanci masowo wstępowali do organizacji bojowych?
Bezpośrednią przyczyną była atmosfera jaka wówczas panowała w regionie.

